"Twarz" Małgorzaty Szumowskiej...

    "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej - czuć niedosyt, ale zobaczyć trzeba

    Łukasz Gazur

    Dziennik Polski 24

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej  - czuć niedosyt, ale zobaczyć trzeba
    1/9
    przejdź do galerii
    Najnowszy obraz Małgorzaty Szumowskiej „Twarz”, doceniony Srebrnym Niedźwiedziem podczas ostatniego Berlinale, rozbudził spore nadzieje polskich widzów. Po wyjściu z kina można poczuć niedosyt. Ale zobaczyć go trzeba.
    Zobacz galerię
    W małym miasteczku gdzieś na polskiej prowincji (słowo „nowhere”, czyli „nigdzie” nie pojawia się przypadkowo w czołówce filmu), podczas budowy wielkiej figury Chrystusa, dochodzi do wypadku. W jego wyniku główny bohater Jacek (Mateusz Kościukiewicz) traci twarz. Dzięki pionierskiej operacji udaje się przeszczepić mu nową. Niestety, wraz z nią młody chłopak zyskuje nowe, wcale nie lepsze życie.

    Matka (Anna Tomaszewska) ma wątpliwości, czy to wciąż jej syn, czy przypadkiem „tamten nie był zboczeńcem”. Ksiądz (Roman Gancarczyk) jeszcze podsyca jej obawy. Brat i szwagier wciąż na bani. A jego dziewczyna (Małgorzata Gorol), wiejska „gwiazdolina”, skupiona jest głównie na zabawie w prowincjonalnej dyskotece i barze.

    Inspirowana autentycznymi wydarzeniami opowieść w zamyśle reżyserki staje się uniwersalną opowieścią o Polsce współczesnej, krainie z paździerza i blachy falistej. I momentami z pewnością jej się udaje. Bo człowiek-Frankenstein staje się papierkiem lakmusowym nastawienia do „Innego”. Podobnie jak świetne, rozmyte zdjęcia Michała Englerta, znakomicie oddające chęć „patrzenia na koniec własnego nosa”.

    Niemniej jednak jako całość film wydaje się zbyt oczywisty. Bohaterowie zakreśleni zostali zbyt grubymi konturami, wyciosani dość topornie niczym filmowa figura Chrystusa. Właściwie poza głównym bohaterem tylko postać jego siostry (Agnieszka Podsiadlik) wydostaje się z kolein oczywistości - począwszy od sceny życzeń świątecznych na kadrze rozmowy z bratem o jego twarzy skończywszy. Nie ma w niej polskiej żółci, jest chęć walki o brata.

    Również polska prowincja jest w filmie panoramą przewidywalną. Trójka pijaczków pod sklepem, rodzinne uroczystości w towarzystwie wódki, kłótnie o spadek. Ba, w kadrze zmieściła się nawet „wyprzedaż dla golasów”, czyli wyścig tłuszczy po plazmowe telewizory w centrum handlowym, widziana tu jako synonim pogodni za dobrami materialnymi. Tandeta emocjonalna i krajobrazowa (uchwycona w dodatku w małopolskich plenerach pod Nowym Sączem).

    To jeden z tych filmów, w których dość boleśnie odczuwa się Polskę. I trudno wielu z tych diagnoz odmówić słuszności. Gorzkich słów nie szczędzi Szumowska nie tylko mieszkańcom prowincji, ale też lekarzom i dziennikarzom. Bo czasem łatwiej odwrócić twarz figury Chrystusa w stronę Częstochowy niż swoją w stronę drugiego człowieka. Zwłaszcza jeśli jest inny niż my.

    Czytaj treści premium w Głosie Szczecińskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GS24 poleca:

    Wideo