Coraz częściej ofiary przemocy nagłaśniają w mediach społecznościowych swój dramat. O skutkach takich działań, ich potrzebie i towarzyszącym temu zjawisku ryzyku rozmawiamy z Krzysztofem Sarzałą, koordynatorem Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku.

Brutalnie pobita przez swojego partnera młoda kobieta zamieszcza na portalu społecznościowym zdjęcia, pokazujące zakrwawioną twarz. Szok?

Mieliśmy już podobne sytuacje, gdy medialnie pokazano sprawców domowej przemocy. Byli to lokalni politycy, których żony pokazały ich twarz nie na scenie politycznej, ale w pieleszach domowych. Jest to jeszcze jeden przypadek podobnej historii, w której zdesperowana kobieta postanowiła pokazać zdjęcia swojej okrutnie poranionej twarzy.


Czytaj: Trener personalny z Gdańska dotkliwie pobił partnerkę. Zamieściła zdjęcia na portalu społecznościowym. Mężczyzna usłyszał zarzut

Czy nagłośnienie tak drastycznego przypadku to skuteczny sposób na walkę z domową przemocą?

Chciałoby się wierzyć, że tak. Wielu sprawców dlatego katuje swoich bliskich, bo ma poczucie, że kara jest wątpliwa. Czują się bezpieczni, myśląc, że nikt się o tym, co dzieje się w czterech ścianach domu, nie dowie. Człowiek, który ma poczucie bezkarności, pozwala sobie na wiele. Jeśli więc ktoś ma w sobie odwagę cywilną i gotów jest to pokazać, wówczas takie zdjęcia stają się niezłym starszakiem dla domowych oprawców, odważnych wobec słabszych. Możemy wtedy też zobaczyć, jak to naprawdę wygląda, że nie są to przelewki, klepnięcia po pupie, jakieś przepychanki.. Mamy do czynienia z aktem okrucieństwa - trudno sobie wyobrazić, by można było zrobić drugiej osobie taką krzywdę, jak ta, którą widzę na zdjęciach.

Nie traktujemy poważnie przemocy domowej?

Ona nam trochę spowszedniała. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób walczy o życie, ocierając się bezpośrednio o śmierć z ręki kogoś teoretycznie bliskiego. Najpotworniejsze rzeczy dzieją się w czterech ścianach naszych domów.

Cóż więc daje takie drastyczne zdjęcie?

Ono może ośmielić inne kobiety. Mówi: zobacz, ja mogłam, ty też możesz zrobić podobnie. Podobnie jak kampanie #metoo#, gdzie jedna kobieta dzieli się z drugą swoją opowieścią, pozwalając jej podnieść głowę. Uważam jednak, że oprócz argumentów za taką metodą walki z przemocą, można też znaleźć argumenty przeciw niej.

Jakie?

Epatowanie okrutnymi zdjęciami może w pewnym momencie obniżyć próg społecznej wrażliwości. Jeśli za długo, za dużo i za często będziemy odbiorcami takich informacji w portalach społecznościowych i w gazetach, możemy się do nich przyzwyczaić. Przestaną w masie robić wrażenie, nie osiągając w ten sposób zamierzonego efektu. Może też pojawić się obawa, że ten sposób będzie nadużywany, wykorzystywany. Stawiamy kogoś pod pręgierzem, nie dając mu możliwości obrony. Dobrze by było, żeby powołane do tego organy rozstrzygały takie sprawy. Żyjemy w czasach, gdy działania ekipy rządzącej przynoszą skutek w deprecjonowaniu wymiaru sprawiedliwości. Piętnowanie sędziów na podstawie pojedynczych przypadków kradzieży batonika na stacji benzynowej może sprawić, że nie będziemy mieli w ogóle zaufania do sądów. Czy chcielibyśmy więc, byśmy sami rozstrzygali nasze spory? Wolałbym odwołać się do specjalistów - prokuratorów, policji, sędziów, a także do ośrodków pomocy i organizacji zajmujących się ofiarami przemocy, Niebieskiej Karty. I dopiero, gdy to nie będzie skutkować, można posunąć się do tak desperackiego czynu, jak publikacja zdjęć.

Być może jest to skutek lekceważenia przez wymienione przez pana instytucje krzywdzonych kobiet? Policjant stwierdzi, że to sprawa rodzinna, prokurator zlekceważy, sąd będzie ociągać się z wyrokiem, aż sprawca sam wymierzy ofierze swoją "sprawiedliwość", a organizacja odeśle z kwitkiem?

To prawda. Bardzo często zgłoszenia przypadków domowej przemocy są bagatelizowane. Zamiast zająć się poważnie sprawą, przedstawiciele tych instytucji liczą, że "strony się dogadają". I to jest złe. Jednak mimo świadomości słabości systemu, który nie jest bezwzględnie skuteczny, trzeba iść w tym kierunku.Nie możemy pozwolić sobie, by sprawiedliwość oddawano w ręce poszkodowanych. Nie jestem prawnikiem, ale rozumiem to tak: dawno temu ludzie umówili się, że nie będą sami rozstrzygać pewnych sporów i brać odwetu za krzywdę doznaną. Oddali to w ręce powołanych przez siebie instytucji. I tak powstał urząd prokuratora. To on powinien brać w ręce działania wobec sprawców przemocy. Inne rozwiązania doprowadzą nas do chaosu.

Zobacz także:

W ciągu tygodnia z rąk mężczyzn giną trzy kobiety. Gdzie można zwrócić się o pomoc?

Dzień Dobry TVN/x-news

POLECAMY NA DZIENNIKBALTYCKI.PL: