Kontrowersje. Po obniżeniu wieku emerytalnego Polska stała się światowym ewenementem. Mamy największą w dużych krajach rozwiniętych różnicę w długości życia kobiet i mężczyzn, a zarazem jesteśmy jednym z trzech ostatnich państw, w których wiek emerytalny panów jest wyższy niż pań i to aż o 5 lat.

Dwie trzecie Polek przechodzi na emerytury w wieku 60 lat lub młodszym i ma przed sobą przeciętnie 25 lat życia lub więcej. Dwie trzecie mężczyzn przechodzi na emerytury w wieku 65 lat lub wyższym i pobiera emerytury przez 15 lat lub mniej.

Polska kobieta żyje więc na emeryturze średnio o 10 lat dłużej niż mężczyzna!
Większość społeczeństwa to popiera. Ponad podziałami politycznymi pada koronny argument: „To sprawiedliwe, bo kobiety w Polsce zajmują się dziećmi i rodziną”. Osłabia go fakt, że prawo do emerytury w wieku 60 lat nabywają nad Wisłą - inaczej niż to jest np., w Czechach - także kobiety bezdzietne i singielki.

Kliknij i czytaj komentarz autora. Polska nierówność i wariant czeski

Jednocześnie ów przywilej bije Polki po kieszeni. Przeciętna kobieta odchodząca dziś na emeryturę dostaje 1500 zł brutto, a mężczyzna 2600 zł. Emerytury pań byłyby jeszcze nędzniejsze, gdyby państwo nie dopłacało do świadczeń z ZUS i KRUS po 60 mld zł rocznie z kieszeni podatników.

Wiek emerytalny kobiet: przywilej czy dyskryminacja?

Czas wreszcie pożyć – myśli Polak przechodząc na emeryturę. Ile to będzie lat? – zastanawia się. Na to pytanie odpowiadają komunikaty Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w sprawie tablicy średniego dalszego trwania życia. Umieszczone w nich dane są ważne z jeszcze jednego powodu: służą do wyliczenia wysokości emerytur.

Wedle komunikatu z 27 marca 2018 r. 30-latek ma przed sobą 584 miesiące (prawie 49 lat) życia. 60-latek - 262 miesiące (niecałe 22 lata), 65-latek – 212 miesięcy (18 lat z hakiem), 80-latek– 105 miesięcy (niespełna 9 lat), a 90-latek – 56 miesięcy (4,5 roku). To tylko statystyka: w rejestrach ZUS i GUS figuruje ponad 6 tys. 99-latków i 4 tys. stulatków, zarazem prawdopodobieństwo, że ktoś pożyje na emeryturze tylko 5 lat sięga 20 proc.

Urzędnicy ZUS (i KRUS) nie są jednak w stanie przewidzieć, ile naprawdę pożyje dana osoba, więc w celu wyliczenia jej świadczenia dzielą kapitał, zgromadzony przez nią przez całe życie na indywidualnym koncie, przez zaczerpniętą ze wspomnianych tablic dalszą długość życia w danym wieku.

Reformując system w 2012 r. koalicja PO i PSL ustaliła, że wiek emerytalny będzie stopniowo podnoszony, aż osiągnie 67 lat – w 2020 r. w przypadku panów i w 2040 w przypadku pań.

Podobne rozwiązanie przyjęto w wielu krajach, m.in. Holandii, Austrii, Rumunii i Bułgarii. Brytyjczycy uzależnili prawo do emerytury od stażu pracy. Najważniejsze jest jednak to, że we wszystkich krajach OECD, czyli generalnie rozwiniętych – z wyjątkiem Szwajcarii i Izraela – jednym z dwóch głównych założeń reformy (obok podnoszenia wieku) stało się zrównanie uprawnień pań i panów.

Niesprawiedliwość, ale…

PiS (za prezydentem Andrzejem Dudą) obiecało w kampanii wyborczej w 2015 r. coś dokładnie odwrotnego: przywrócenie poprzedniego wieku: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Sejm uchwalił takie rozwiązanie w październiku zeszłego roku.

Mamy więc znów 5 lat różnicy miedzy Polkami a Polakami. Nie oznacza to przy tym wcale, że przeciętny mężczyzna pobiera emeryturę „zaledwie” pięć lat krócej od przeciętnej kobiety. Rozdźwięk jest znacznie większy, a to za sprawą wyraźnie krótszego życia panów. W przypadku 60-latków różnica na niekorzyść mężczyzn wynosi znowu 5 lat. W sumie więc Polacy pobierają emerytury o 10 lat krócej niż Polki. Są przy tym ponownie dyskryminowani – przy wyliczaniu świadczenia.

ZUS, ani KRUS nie biorą bowiem pod uwagę realnych różnic w długości życia pań i panów, lecz posługują się średnią dla obu płci zaczerpniętą ze wspomnianych tablic GUS. Jak to działa w praktyce?

Weźmy 65-latka z Krakowa, który przez 45 lat pracy zgromadził na swym koncie emerytalnym 654 tys. zł. ZUS podzieli tę kwotę przez 218 miesięcy (bo tak wynika z tablic GUS) i w efekcie będzie mu wypłacać 3 tys. zł emerytury. Tak naprawdę jednak ZUS powinien podzielić kapitał przez 180 miesięcy, bo – wedle danych wydobytych z… GUS - tyle przeciętnie żyją w Polsce 65-letni mężczyźni. Wtedy emerytura krakowianina wyniosłaby przeszło 3,6 tys. zł, a więc o 600 zł więcej.

Weźmy dla porównania typową 60-latkę z Pcimia, która przez 35 lat pracy zgromadziła na swym koncie emerytalnym 500 tys. zł. ZUS podzieli tę kwotę przez figurujące w tablicach GUS 262 miesiące i wyjdzie mu 1908 zł. W rzeczywistości powinien jednak dzielić przez 300, bo tak naprawdę 60-letnie Polki żyją jeszcze średnio 25 lat. A wtedy emerytura pcimianki byłaby o 250 zł niższa.

…swoiście sprawiedliwa

Zapytaliśmy wiele znanych osób w Małopolsce, czy to nie jest dyskryminacja. Niemal wszystkie, niezależnie od płci, miejsca zamieszkania i sympatii partyjnych, także zdeklarowane tradycjonalistki oraz wojujące feministki, odparły, że „raczej nie”. Argument: kobiety i mężczyźni pełnią inne naturalne role życiowe, kobiety rodzą dzieci i je wychowują, więc powinny mieć przywilej emerytalny. Poza tym na starość powinny móc się zajmować wnukami, więc trzeba im dać możliwość wczesnego przejścia na emeryturę.

Niektórzy z naszych rozmówców, jak Anna Skólska, jedyna kobieta w ośmioosobowym zarządzie małopolskiej „Solidarności”, opowiedzieli się za zrównaniem wieku emerytalnego – ale na poziomie 60 lat. „Bo mężczyźni też ciężko harują i żyją krócej”.

ZOBACZ KONIECZNIE:

WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 14. "Biber"

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto