Robert Wanat od dziecka fascynował się informatyką. Ale jego zainteresowania na studiach mocno skręciły w stronę medycyny. Może dzięki mamie dentystce. Od kwestii stomatologicznych przeszedł do badania możliwości naszego wzroku, co go zaprowadziło nad Zatokę San Francisco.

Rozmawiała: Małgorzata Klimczak / Foto: Archiwum prywatne

Naukowiec od koloru w Dolby Laboratories – tak w skrócie wygląda Pana opis. Dłużej: „Badanie nowych algorytmów przetwarzania obrazu w oparciu o ludzką percepcję wzrokową, które mogą być wykorzystane jako element ekosystemu Dolby Vision”. Co to dokładnie znaczy i czym się Pan zajmuje?

- Dolby Laboratories to znana na całym świecie firma, która utrzymuje się wyłącznie z innowacji, nie sprzedając produktów, które można znaleźć na półkach sklepowych.

Zamiast tego patenty na technologie stworzone przez Dolby wykorzystywane są przez prawie wszystkie największe firmy na rynku. Dzięki swojej unikatowej współpracy z firmami na każdym stopniu produkcji rozrywki, od studiów filmowych i nagraniowych, przez firmy zajmujące się dystrybucją, po producentów sprzętu, Dolby ma unikatową możliwość stworzenia całego ekosystemu, którego celem jest zapewnienie, że finalny produkt, który trafi do odbiorcy, będzie tak zbliżony do kreatywnej wizji jego twórców, jak to tylko możliwe.

Jak to odbiera widz?

- W przypadku Dolby Vision oznacza to, że obraz widziany przez widza na telewizorze lub w kinie ma wyglądać tak samo, jak obraz, który widział reżyser lub kolorysta, kiedy akceptowali ostateczną wersję filmu. Jest to bardzo trudne zadanie ze względu na zakres wyświetlaczy, na których oglądamy filmy. Z jednej strony w kinie obraz ma bardzo niską luminancję (miara jasności), ale bardzo nasycone kolory. Z drugiej strony, telewizory są bardzo jasne, ale oferują mniej nasycone kolory. Aby zapewnić, że obraz na obu urządzeniach będzie wyglądał prawie identycznie i będzie zbliżony do monitora referencyjnego używanego w studiach filmowych, wymagane jest rozumienie w jaki sposób ludzki układ wzrokowy interpretuje kolor.

Tu wkracza Pan.

- Moim zadaniem jest przeprowadzanie eksperymentów, które zapewniają nam dodatkowe informacje na temat tego, jak fizycznie mierzalne światło jest zamieniane w jego psychologiczną interpretację, czyli kolor. Potem dane z takich eksperymentów są używane do tworzenia nowych algorytmów, które następnie stają się częścią systemu Dolby Vision. Każda cześć systemu jest potem używana albo w wyświetlaczach wspierających technologie Dolby Vision albo na etapie produkcji i dystrybucji filmu. Wszystko to ma na celu zapewnienie, że na żadnym etapie nie tracimy informacji, które są niezbędne do wiernego odtworzenia obrazu.

W Dolby Laboratories zaczynał Pan od 6-miesięcznego stażu. Awans był naturalną koleją rzeczy czy trzeba było się wykazać wyjątkowymi umiejętnościami? Jak duża jest konkurencja w tego rodzaju pracy?

- Dolby skontaktowało się ze mną w sprawie stażu pod koniec mojego doktoratu. Miałem szczęście, ponieważ moja obrona odbyła się mniej więcej w tym samym okresie, kiedy dział firmy zajmujący się technologią Dolby Vision rozrastał się, a pierwsze produkty wspierające Dolby Vision miały zaraz pojawić się na rynku. Północna Kalifornia, a szczególnie rejon Doliny Krzemowej, to miejsce z dwoma świetnymi uniwersytetami (UC Berkeley i Stanford) oraz mnóstwem bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników, więc konkurencja jest bardzo ciężka. Z drugiej strony, praca naukowca od koloru wymaga wiedzy z zakresu przekroju kilku dziedzin, więc miałem tę przewagę, że w trakcie studiów nauczyłem się wystarczająco, żeby nie potrzebować dodatkowego dokształcania na początku stażu. Dzięki temu mogłem szybko wdrożyć się do pracy i po dwóch miesiącach, kiedy skończyłem projekt, nad którym mój szef planował, że będę pracował całe 6 miesięcy, zaoferowano mi stałą posadę. Procedura uzyskania wizy pracowniczej trwała kilka miesięcy, ale formalności i opłaty przyjęła na siebie firma.

CZYTAJ DALEJ >>>